Kroniki z czasów koronawirusa

Kroniki z czasów koronawirusa. Pandemiczny czerwiec 2020

Kroniki czerwiec

Dlaczego powstały „Kroniki z czasów koronawirusa“? Gdy nasz rozpędzony świat się zatrzymał, każdy dzień niósł swoją małą apokalipsę rodzącą wiele myśli oddających stan zdumionego umysłu. A że wrażenia są ulotne, postanowiłam je utrwalić. Pierwsze wpisy powstawały jako komentarz do rzeczywistości zupełnie spontanicznie. Po prostu zapis chwili.  Miało być krótko. Miało być zabawnie… Pisałam w nadziei, że kiedy wkrótce wrócę do tych zapisków stanów nienormalnych, będzie się z czego pośmiać. A że wspomnienia są ulotne, postanowiłam je utrwalić.

Tymczasem mijają już trzy miesiące, a ja zapisuję kolejne strony… W czerwcu nadal planuję podróżować. Niestety – nadal wirtualnie.

1 czerwca 2020

Bonjour! Czyli od dziś tydzień francuski!

Na śniadanie croissant i cienka cafe lub cafe au lait (wybieram to drugie 🙂 )

I zaczynamy typowo francuską konwersację :

Bonjour! Ça va?

Ça va! Merci! Et vous?

Oui, oui, très bien!

Mon Dieux! C’est manifique! N’est pas?

O la la!

Et voila !

No właśnie, tu muszę się przyznać, że tak obecnie wygląda mój francuski. Obietnice z początku kwarantanny, czyli powtórki z francuskiego, nie zostały jeszcze zrealizowane….

Kroniki czerwiec

Nie, nie!!! To nie tak, że zupełnie nic w tym temacie nie robiłam… Na początku był zapał i 2 wielkie kroki w przód, ale kolejne tygodnie to 3 ( a może nawet 4 ? ) małe kroki w tył.

Zaczynamy więc dzisiaj od lekcji francuskiego!

A potem… być może Was rozczaruję. Nie będzie tu ma miejsca na Francję-elegancję, czyli spacery paryskimi bulwarami. Nie planuję wycieczki do Paryża.

Un peu bizzare, n’est pas ?

Będziemy poruszać się z dala od utartych i oczywistych szlaków. Pojedziemy na prowincję! Taką, jaką poznałam jeżdżąc do Francji jeszcze w czasach studenckich. Utrwaloną w literaturze i filmie. Francuskich naturalnie.

*

Najpierw jednak zastanówmy się z czym nam się kojarzy Francja ( oprócz bagietki oczywiście) ?

Jakie są Wasze ulubione „francuskie tropy” ?

Moje wyglądają następująco:

  • ulubiony francuski pisarz: Aleksander Dumas
  • ulubiona francuska książka: „Hrabia Monte Christo”
  • francuski malarz: Cezanne
  • Aktorzy: ulubiony francuski aktor: Louis de Funès
  • kinematografia: ulubiony francuski film: „Jeszcze dalej niż północ”
  • film o Francji: „Niebezpieczne związki” w wersji z Johnem Malkovich, Michelle Pfeiffer i Glen Close
  • Muzyka: lubiony francuski wykonawca: Zaz
  • ulubiona piosenka francuska: Et si tu n’existais pas
  • ulubione francuskie słowo: maintenant {mętną} i bizzare
  • ulubiona przekąska: quiche lorrainne
  • ulubiony francuski ser: lejący się Coulommiers
  • ulubione francuskie wino: vin gris, Vin de Pays de Sables, Golfe du Lion, dobrze schłodzone
  • ulubiona francuska marka: Leclerc

Załatwione? To teraz trudniejsze:

  • za co kocham Francję: za katedry gotyckie i bechamel
  • za co nienawidzę Francji: za nadużywanie słowa malheureusement i restauracje Flunch

( zawsze powtarzam, że będziemy się smażyć w piekle za prowadzenie tam ludzi. Zastanawiam się, czy obecna sytuacja może być karą dla ludzkości za sieć Flunch na ziemi francuskiej?)

Skoro już zdefiniowaliśmy sobie Francję, zapraszam do zmierzenia się z językiem

2 czerwca 2020

Bonjour! Gotowi? zapraszam w podróż do miejsca, które odkryłam lata temu w samotnej podróży i do którego zawsze chętnie wracam.

Camargue to region leżący między Arles a wybrzeżem Morza Śródziemnego, utworzony i wciąż kształtowany przez rzekę Rodan. 20 mln m³ piasku, kamieni i błota, które w ciągu roku nanosi rzeka utworzyły deltę zajmującą ok. 150 000 ha. To największy w Europie teren bagienny. Słodka woda miesza się tu ze słoną morską.

Camargue-mapa

Camargue to przedziwna kraina. Już nie morze, a jeszcze nie do końca ziemia, która nadaje się do zamieszkania. Kraina soli, piasku, mokradeł i bagien. Białych koni, czarnych byków, różowych flamingów, twardych gardiens. I miliardów komarów… Nigdy nie zapominajcie o komarach!

Kroniki czerwiec
https://pixabay.com/pl/photos/gardian-konie-stada-camargue-ko%C5%84-1403310/

To także święta ziemia Cyganów, miejsce gdzie ściągają współczesnymi taborami by muzyką, tańcem i żarliwą modlitwą uczcić swoją patronkę – św. Sarę.

Ciąg dalszy, a w nim mnóstwo opisów, zdjęć i ciekawostek na blogu: Camargue

3 czerwca 2020

Voyage, voyage ciąg dalszy:) Dzisiaj znad morza ruszamy w głąb kraju, do Oksytanii i departamentu Lot. To tajemnicza kraina krasowych wąwozów, przepaścistych kanionów, jaskiń…

Naszym celem dzisiaj jest Rocamadour – średniowieczne miasteczko w południowej Francji, przy jednym z francuskich szlaków camino de Santiago. Spektakularne położenie na malowniczym wapiennym klifie, o blisko 400 metrowej ekspozycji nad kanionem potoku Alzou, nie ma sobie równych. Z daleka miasteczko wygląda jakby było gniazdem jaskółek, przyklejonym do stromego urwiska.

Rocamadour Sanktuarium

Rocamadour jest prastarym miejscem kultu Czarnej Madonny a także św. Amadoura.

O tym i innych ciekawostkach tego miejsca napisałam więcej na blogu: Rocamadour

Miłego dnia !

4 czerwca 2020

Dzień dobry, dzisiaj ładna data! Jeśli dobrze liczę, to 31 lat temu skończył się w Polsce komunizm…

I proszę, trzy dziesiatki lat a my tak jakby znowu jesteśmy w sytuacji, kiedy niewiele możemy…Dobra okazja, żeby ponarzekać;)

Ale w duchu francuskim !

W poszukiwaniu lektur „ku pokrzepieniu serc” w czasie kwarantanny przypomniałam sobie książeczkę, którą otrzymałam dawno, dawno temu w prezencie na poprawę humoru właśnie.

Kroniki czerwiec

Romain Rolland „Colas Breugnon”. Autor to ojciec raczej przyciężkawej i nadętej literatury. Na jej tle niewielka książeczka o Nicolasie Breugnonie, stolarzu z Burgundii, jest jak fraszka.

*

Jest to historia jednego roku życia Colasa, roku być może już ostatniego, bo rzecz dotyczy starości. Otóż nie jest to dla starego stolarza, a właściwie rzeźbiarza, okres szczęśliwy. Jego dzieła ulegają zniszczeniu, umiera mu żona, co prawda niekochana, dom trawi pożar, zdrowie szwankuje, a ostatecznie łamie nogę i pozostaje na łasce i niełasce swojej, co prawda bardzo dobrej, córki.

Po prostu wielka kumulacja.. Tymczasem z opowieści wynika, że w jego życiu właściwie wszystko poszło nie tak. A przecież nie poddając się przeciwnościom stary Breugnon zachowuje wspaniałą pogodę ducha. Okazuje się, że wszystko jest sprawą interpretacji, sposobem odniesienia się do sytuacji, ludzi i rzeczy. Sposobem Colasa jest dobroduszna kpina i lekceważenie wszelkich dóbr.

Oto proste przepisy na życie serwowane w tej książce:

<<Błogosławiony dzień mego przyjścia na świat! Ileż na tej kuli ziemskiej wspaniałych rzeczy, do których śmieją się oczy i wyciągają ręce! Mój Boże, jakżeż dobrą rzeczą jest życie! Choćbym się nie wiedzieć jak napchał, głodny jestem, zawsze mi idzie ślinka, muszę być chyba chory, bo nie ma takiej chwili przez cały boży dzień, bym nie pragnął zasiąść do stołu zastawionego darami ziemi i słońca…>>

<<Myślę głośno (nie lubię myśleć po cichu): „Życie to dobra rzecz, o tak! Drodzy przyjaciele, cała jego wada to to, że trwa za krótko. Człowiek nie wychodzi na swoje. Powie ktoś: «Nie narzekaj! Bądź kontent z tej porcji, którą przed tobą postawiono!» Zgoda, nie przeczę. Ale proszę o drugą porcję, byle wielką!.>>

<<Popić przed pracą, popić po pracy – piękne życie. Widzę wkoło siebie ludzi gniewnych i słyszę wyrzekania. Wypominają mi, żem się nie w porę wybrał ze śpiewaniem w tak smutny czas. Nie ma żadnego smutnego czasu, są tylko smutni ludzie. Nie zaliczam się do tej bandy, Bogu dzięki!

Moja sekutnica zarzuca mi, że nadmiernie lubuję się w pohulankach. Nie pogardzam niczym. Lubię wszystko, co dobre, więc dobre mięso, wino, pełne ciałko i skórkę mięciuteńką, puszystą, o której śni się tak słodko, dalej – boskie próżniactwo, kiedy to robi się tyle różnych rzeczy (leżąc do góry brzuchem, wiadomo, jest się panem świata, młodym, pięknym, zdobywczym, przewraca się świat do góry nogami, słyszy się, jak trawa rośnie, gada się z drzewami, zwierzętami i bogami).>>

*

Wiecie co? W sytuacji kwarantanny ta sympatyczna książeczka mnie rozdrażniła. Colas Breugnon nie trafia dziś do mnie. Ta wieczna pochwała drobnych, prostych acz soczystych radości życia… Ileż można o tym czytać kiedy nie możesz korzystać? Co z wychwalania piękna natury, jeśli oglądasz ją przez szybę?

Pomyślałam, że nudzi mnie już to powtarzanie, co jest w życiu ważne. Że trzeba się zatrzymać, żeby docenić.

Pierdolety. Ja właśnie teraz chcę biec i smakować życie osobiście, nie wirtualnie. Nie przez obrazy i słowa, ale moimi własnymi zmysłami.

Najwyraźniej każda lektura ma swój czas.

Tak było dwa miesiące temu. Ale być może dzisiaj, kiedy możemy już w miarę spokojnie wychodzić, swojski Burgundczyk znowu krzepi ? Polecam sprawdzić 😉

*

Ale oto znalazłam cytat, który bardzo pasuje na motto mojej „Kroniki z czasów koronowirusa”:

Chwała bądź wielka świętemu Marcinowi! Zupełny zastój w interesach. Nie ma zresztą za czym się uganiać, dosyć się napracowałem w życiu, odpocząć pora. Siedzę sobie tedy spokojnie przy stole, kubek wina po prawej, kałamarz po lewej ręce, przede mną zaś, rozwarłszy ramiona jakby do uścisku, spoczywa nowiutki, czyściutki zeszycik. Zdrowie twoje, synku, teraz pogadamy! Na dole baba moja hałasuje jak zwykle. Wicher skowyczy za oknami, znowu coś się chmurzy horyzont polityczny. Mniejsza z tym! O, co za radość, co za wielka radość znaleźć się tak sam na sam z sobą. (….) Do licha, sam nie wiem, czemu lubuję się w sobie, czemu mnie ciągnie do wpatrywania się w twarz własną, liczenia z wesołym uśmiechem zmarszczek, dogrzebania w głębi serca, niby w piwnicznym lochu, za flaszczyną starych wspomnień.

5 czerwca 2020

Skoro podróżujemy po Francji, nie może zabraknąć miejsca, w którym bywam najczęściej. Nie jest to Paryż, serio 😉

Kroniki czerwiec

Nie potrafię powiedzieć ile razy byłam w Lourdes? Był czas, kiedy bywałam tam częściej niż we własnym domu 🙂 I zawsze starałam się być na wieczornej procesji. Może niekoniecznie wśród pielgrzymów wędrujących za figurą, ale zawsze w pobliżu Groty.

Lourdes wiecznie gwarne, zatłoczone, z mnóstwem tandetnych dewocjonaliów i wszelkich utensyliów dla pielgrzymów, dla mnie jest miejscem wyciszenia. Podobnie jak Fatima, jest w mojej świadomości „bezpiecznym schronieniem”, miejscem odpoczynku i regeneracji psychicznej. Oazą, w której nie może mnie spotkać nic złego.

Aż przyszedł dzień próby. A właściwie noc….

Miłego weekendu !

6 czerwca 2020

Dzień dobry w sobotę! U mnie piękny koniec tygodnia, więc warto korzystać ze słońca a nie ślęczeć przed komputerem.

Biorąc pod uwagę te okoliczności, na zakończenie „tygodnia francuskiego” proponuję coś lekkiego i krótkiego.

Zbliża się Boże Ciało a po nim uroczystość Najświętszego Serca Jezusa, którą obchodzimy w piątek po oktawie Bożego Ciała, związane z moją świętą patronką – Św. Małgorzatą Marią Alacoque od Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Sw-Malgorzata-Alacoque
*

Z bogatego bagażu wspomnień i anegdotek pilockich dzisiaj jedna z kategorii „ulubiony francuski święty”.

U grobu mojej świętej patronki udało mi się być kilkakrotnie, ale najbardziej pamiętny był, a jakże, ten pierwszy raz.

Opisuję tę podróż w nowym wpisie na blogu: Paray-le-Monial

8 czerwca 2020

Odmrażamy się, życie powoli, powoli wraca do normy… Bardzo powoli, ale jednak wyzwań, aktywności i ciekawych zajęć mamy coraz więcej.

Skłania mnie to do myślenia, że powoli również „Kroniki z czasów kwarantanny” powinny odchodzić w przeszłość, czyli nomen-omen – zamrażać się.

Czas przedefiniować formułę, odświeżyć, wprowadzić nowe treści i dzielić się nimi z umiarem. Myślę, że codzienne spotkania stają się powoli nudnawe, a dla mnie zaś są wielkim zobowiązaniem. Mogą się także rzucać się cieniem na moją potencjalną pracę.

Myślę więc, że dla obopólnej korzyści, zadowolenia i satysfakcji, od dzisiaj będę pisać wtedy, kiedy uznam, iż mam coś rzeczywiście ciekawego do przekazania. Głównie na blogu, bo skoro już go stworzyłam, to będę go karmić. Oczywiście zawsze poinformuję Was o tym za pomocą FB.

Jest także inny prosty sposób – subskrypcja bloga.

Zachowuję tytuł, ponieważ dla mnie czas kwarantanny jeszcze nie dobiegł końca. Nadal jestem, podobnie jak cała branża turystyczna, w głębokich ciemnościach, a światełko w tunelu jest bardzo, bardzo nikłe. Właściwie nie wiem, czy to już światełko, czy jeszcze tylko moje marzenie o nim…

*

Na horyzoncie tymczasem pojawił się nowy pomysł za sprawą dwóch genialnych inspirujących koleżanek. Czas ruszać w Polskę!

Do usłyszenia wkrótce !

Aby wejść w ten krótki tydzień z uśmiechem polecam kilka wspomnień „Z dziennika przewodnika„.

Sama prawda 😉

10 czerwca

Nowe otwarcie – nowe wyzwania !

Zapraszam na spacer po Kazimierzu Dolnym nad Wisłą ze mną w charakterze przewodnika. 🙂 Tadam !!!

Jest to inicjatywa nieocenionych przewodniczek – Jowita Ludwikiewicz ( Rzymskie Wakacje ) i Hanna Dzielinska ( Hanka Warszawianka ), twórczynie grupy #spacerymiedzymiastowe. Jeśli jeszcze nie znacie tego projektu, to serdecznie polecam. Dziewczyny, obydwie super-profesjonalne przewodniczki, już od początku pandemii, nie tracąc czasu i ducha, organizują wirtualne wycieczki do miejsc niezwykłych lub przeciwnie – do tych bardzo znanych, ale pokazują je z innej strony, odkrywając ich tajemnice.Świetna zabawa i dobrze spędzony czas !

I jak mi idzie przekwalifikowanie ? 😉

11 czerwca 2020

Dziś uroczystość Bożego Ciała, więc wybrałam się we wspomnieniach do miejsca, które nierozerwalnie związane jest z początkami tego święta.

Orvieto we Włoszech jest niezwykle piękne, zachwyca swoim położeniem i wspaniałą katedrą. Jest w nim wiele umbryjskiego mistycyzmu.

kroniki czerwiec
Panorama z murów Orvieto

Bardzo tęsknię do takich miejsc.

Zapraszam do okazjonalnej lektury: Orvieto

15 czerwca 2020

Dzień dobry po błogim, upalnym, długim weekendzie. Czas się wdrażać do codziennych obowiązków Ciężki czas, bo jak to tak, rzucić wszystko i wziąć się do pracy ?

Ja ten czas spędziłam w podróży! Tak, tak, pomiędzy Orvieto, Lizboną a Padwą.

kroniki czerwiec

A oto kolejny efekt tej podróży. Św. Antoni. Między Padwą a Lizboną

19 czerwca 2020

Strasznie szybko mija mi czerwiec… Jak z bicza. Może dlatego, że więcej się ruszam, szaleję na rowerze, odkrywam tajemnice miasta i okolic. Sportowy tryb życia sprawia, że czas płynie szybciej? U Was też tak to działa ?

kroniki czerwiec

Zbieram się w sobie, żeby podzielić się swoimi ostatnimi odkryciami, ale przy tym trybie życia, będzie to chyba dopiero w następnym miesiącu.

Ale przecież… czy czas ma teraz takie znaczenie?

Dzisiaj natomiast, jeszcze prawie w oktawie Bożego Ciała, zapraszam ponownie w okolice Orvieto, nad ciekawe i tajemnicze Jezioro Bolseńskie.

Bolsena i tajemnice jeziora

23 czerwca 2020

Dzisiaj Dzień Ojca. Wszyscy chwalą się swoimi, więc ja również przedstawiam – inż Jan Zimnowodzki, przez rodzinę zwany Tadeuszem ( imieniny obchodzone podwójnie ).

Mimo przekroczonej 70-tki typ hiperaktywny. Nawet Covid-19 nie potrafił tego zmienić.

Gen podróżowania i ciekawość świata mam na pewno po nim. Chciałabym także odziedziczyć tę energię, która, mimo wieku, nie pozwala mu usiedzieć w domu. Nigdy nie pozwalała 😉

Od kilku lat podróżowaliśmy wspólnie po Europie i choć Tata jest z grupy „turystów problematycznych”, którzy wiecznie zadają przewodnikom kłopotliwe pytania i wiecznie się gubią, bo akurat wpadło im w oko coś ciekawego, to tęsknię do dalszych wspólnych wypraw. Wirus pokrzyżował nam plany wśród których jest nadal Barcelona, Zakaukazie, a kto wie czy nie camino?!

200 lat Tato ! 100 to dla Ciebie stanowczo za mało

kroniki czerwiec

24 czerwca 2020

Dzisiaj czcimy Św. Jana Chrzciciela, który przez chrześcijan jest uznawany za ostatniego biblijnego proroka przed nadejściem Jezusa Chrystusa jako Mesjasza.

Imię Jan jest pochodzenia hebrajskiego i oznacza tyle, co „Bóg jest łaskawy”.

Św.-Jan

Tak więc nie może być inaczej – dziś nieco przewrotnie ale z najlepszymi życzeniami dla Janów.

Zapraszam po szczegóły do wpisu o Św. Janie !

27 czerwca 2020

Sto dni samotności

Podobno w tym tygodniu minęło 100 dni od ogłoszenia stanu epidemii, czyli od zawalenia się starego świata. Może to dobry moment na podsumowania i kolejne obietnice ?

Pamiętacie pierwsze dni i tygodnie pandemii, kiedy śledziliśmy doniesienia z Włoch, Hiszpanii i innych krajów najmocniej dotkniętych przez koronawirusa? Ja chyba wyparłam z je pamięci w geście samoobrony, bo są one już w mojej głowie dość mgliste. Przyznaję, że z ciekawością przeczytałam swoje zapiski z pierwszych dni. Kronika z czasów koronawirusa spełniła swoją rolę ! Wrażenia są ulotne, ale ubrane w słowa zostają z nami, stając się mniej lub bardziej sympatyczną pamiątką.

Zdaje się, że z atmosfery początków pandemii zdecydowanie ulotnił się strach a pozostało tylko uczucie niepewności i zawieszenia między „normalnością” dawnego życia a „realnością” naszej obecnej sytuacji.

Nauczyliśmy się żyć z koronawirusem, a co niektórzy zaczynają nawet w niego powątpiewać, choć podobno zaliczamy fazę pierwszą połączoną już z drugą.

*

Niezależnie od fazy, nasze perspektywy pozostają niezmiennie marne… Końca pandemii nie widać, wycieczki w dawnym stylu pozostają w sferze marzeń i wspomnień.

Rząd zabija tak samo turystykę wyjazdową, jak i przyjazdową promując hotele w Polsce, czyli mówiąc słowami polityków – czas skończyć z lumpenturystyką na korzyść turystyki rodzinnej ( a przecież wiemy, że te formy się bynajmniej nie wykluczają w pewnych kręgach.

*

Ciekawa jestem jak wyglądało Wasze 100 dni. Czy jesteście z siebie zadowoleni? Dumni z osiągnięć? Otwarci na nowe?

Wydaje mi się, że czas już oswajać to „nowe”, bo dawne życie raczej nie wróci… Podpatruję, jak sobie radzą z nowym życiem znajomi … Niektórzy żyją „dwutorowo”, czyli sprawdzają codziennie w kalendarzu, gdzie dziś powinni być, a ich nie ma, po czym żyją tu gdzie są. Ja robiłam to tylko na początku pandemii. Wkrótce przestałam w trosce o własne zdrowie psychiczne.

Teraz boję się, żeby się za bardzo nie zasiedzieć w tej tymczasowości, którą wypełniają mi poszukiwania tematów, zdjęć i plenerów do bloga. Szczęśliwie bowiem znalazłam zajęcie wypełniające mi skutecznie czas.

Blog puchnie! Ma się dobrze i coraz lepiej, a ja nie tylko piszę ale też jeżdżę po bliższej i dalszej okolicy, żeby sprawdzić wszystko w naturze i zrobić aktualne zdjęcia. Na przekór burzom, zlewie, piorunom. Albo upałom.

Czas na podsumowanie:

Z przyjemnością stwierdzam, że niektóre z obietnic składanych sobie w pierwszym rzucie pandemicznych postanowień, realizuję systematycznie po dziś dzień – styl fit, zadbany wygląd przed komputerem. Inne zostały ( niestety ) zarzucone lub realizowane, kiedy sobie przypomnę. Są też takie ( o zgrozo !), które nigdy nie weszły w fazę realizacji ( powtórka z francuskiego ).

Kupka książek „do przeczytania w wolnej chwili” znowu rośnie… czy to powrót do normalności? Nie sądzę. Raczej efekt „poleceń” i niekontrolowanych zakupów pandemicznych.

Łatwiej idzie z realizacją po stronie „Czego nie będę robić”. Z dumą stwierdzam, że wytrwałam w postanowieniu niekupowania w internecie niczego oprócz książek i artykułów niezbędnych do bycia fit i zadbaną ( zdrowej żywności i kosmetyków ). Żadnych sukieneczek, torebeczek i bucików! Duma ! Chyba zasłużyłam na nagrodę.

W jednej kwestii poszłam bardzo do przodu! Filmy, kino, dokumenty. Niemal wszystkie dostępne zaległości odrobione, a nawet „nadrobione”. I tym podzielę się z Wami wkrótce.

*

Wcześniejsze zapiski z Kronik z czasów koronawirusa

***

Jeśli spodobał Ci się mój tekst będę wdzięczna za poświęcenie mi chwili uwagi:

  • Odezwij się proszę w komentarzu, to momencik, a dla mnie to bardzo ważna wskazówka i motywacja.
  • Jeśli uważasz, że wpis ten jest interesujący na tyle, że warto się nim podzielić się z ze znajomymi – udostępniaj śmiało ! Dla mnie to ważny znak, że ktoś docenia moją pracę. 

Bądźmy w kontakcie, jestem na Facebooku / fanpage’u i tu. Codziennie dzielę się tam nowymi zdjęciami, inspiracjami, ciekawymi opowieściami zasłyszanymi podczas podróży. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: