latanie
Historie niezwykłe,  Różności

Z dziennika przewodnika. Latanie

Uważam, że latanie jest niezbędne człowiekowi do życia. Mimo, iż nie mam zaufania do praw fizyki i nieustannie wątpię, jak taka kupa żelastwa może się unosić się w powietrzu. Ale przecież może i przemieszcza się, więc ja chętnie z tego korzystam ( edit 2020 – 2021: korzystałam ).

.

Kiedy mowa o lataniu, chciałabym podzielić się wspomnieniem o jednym z ciekawszych i bardziej emocjonujących zdarzeń w mojej karierze.

*

Sierpień 2017, roku jubileuszu 100. rocznicy objawień fatimskich. Loty do Lizbony na permanentnym overbookingu.
Pech, a właściwie niedopatrzenia agenta, sprawiło, że tym razem zabrakło miejsc dla sześciorga uczestników mojej pielgrzymki…

Sześć osób !!!
Czujecie grozę ?!

Nie będę zdradzać nazwy agenta, ale to ten, którego telefony zawsze pozostają głuche. Próbowałam więc dodzwonić się bezpośrednio do TAP, ale łatwiej dodzwonić się do naszego prezydenta. Równie dobrze mogłam dzwonić do Huston lub stacji Apollo na Księżycu.

Obsługę naziemną TAP w Warszawie pełni LOT. Pełni ale nie spełnia, czyli w myśl zasady: „Nie mamy Pańskiego płaszcza i co nam Pan zrobi„.

Po poruszeniu ziemi i nieba (MB Fatimska czuwała ) udało się usadzić pięć osób. Pozostał ksiądz… Pielgrzymka bez kapłana ? Niedobrze … Po gorączkowych naradach i próbach usunięcia jakiegoś niewinnego obcego pasażera, pani z LOT-u oświadczyła, że jest jeszcze jedno, ostatnie i ostateczne wyjście.

???

Zgoda kapitana na lot na miejscu serwisowym.
Jeszcze długa jak wieczność chwila niepewności i… kapitan wyraził zgodę!!!  Zgodę, aby ksiądz leciał na miejscu serwisowym.

Miejsce serwisowe, wiecie, to rozkładany fotelik, gdzie siadają stewardesy przy starcie. Spoko! Księdza usadziłam wygodnie na moim miejscu, sama zameldowałam się do obsługi z prośbą o wskazanie tego rozkładanego krzesełka, na którym spędzę 4 godziny lotu.

Jakież było moje zdumienie, kiedy szef pokładu wskazał mi drzwi do kabiny pilotów!!! Okazało się, że moje miejsce serwisowe znajduje się tuż za plecami kapitana!!!

latanie

.

Takie rzeczy tylko w TAP-ie i z MB Fatimską w tle 😉

Capelinha – figura Matki Bożej

Powiem jeszcze tylko, że kapitan zdziwił się na mój widok, mówiąc, że to miał być podobno starszy ksiądz. Zaproponowałam, że jeśli Pan Kapitan sobie życzy, to natychmiast zamienię się miejscami ze starszym księdzem.

Kapitan nie wyraził zgody.

.

Kurtyna.

***

Latanie jest fajne, część druga

Ciekawe, iż najbardziej emocjonujące chwile związane z lataniem zawdzięczam liniom LOT i TAP.

Kolejne wspomnienie dotyczy trwającej dwie doby podróży z Lizbony do Warszawy. Lata temu, kiedy jeszcze loty na tej trasie nie odbywały się codziennie, a komunikacja i dostęp do informacji nie był tak prosty, jak dzisiaj, wracałam z pielgrzymki do Fatimy z dużą grupą starszych osób, z niewielkich miejscowości. W większości po raz pierwszy lecieli samolotem. Owszem, słyszałam o strajku pilotów TAP-u, ale nasz lot był potwierdzony w systemie. Sądziłam również, o święta naiwności, że jeśli loty nie odbywają się codziennie, to opłaca się taki wypuścić, żeby nie generować kosztów. Obecnie, po latach, wiem, że zarządzanie kryzysem nie musi mieć nic wspólnego z logiką 😉

latanie

.

Nic nie zwiastowało bliskiego nieszczęścia

Zerwaliśmy się przed świtem, aby dojechać z Fatimy na godzinę 7.00 rano na lotnisko. Wszyscy zadowoleni, wymodleni i spragnieni powrotu do domu…

A tu chaos i zgroza. Udało nam się jednak odprawić, bagaże zostały nadane, lot wyświetlony. Poczułam ulgę – lecimy !

Udaliśmy się do najdalszej części starego terminala ( wtedy był tylko jeden) i usiedliśmy w oczekiwaniu, które niepokojąco się przedłużało. Ale spokojnie, my odprawieni, bagaże nadane, lot na wyświetlaczu. I wtedy przyszła miła Pani, która zaprosiła pasażerów lotu do Warszawy … po odbiór bagażu. Początkowe zdumienie szybko przeszło w narzekanie a z czasem głośne niezadowolenie, a to we frustrację.

W gnieździe os

Całe lotnisko było jedną wielką kumulacją niezadowolenia, nerwów i nastrojów wręcz rewolucyjnych. Zważywszy, iż lotnisko w Lizbonie, matecznik TAP-u jest ważnym węzłem komunikacyjnym w lotach do Afryki i Ameryki Południowej, na wyspy na Oceanie Atlantyckim, można wyobrazić sobie rozmiar katastrofy w trzecim dniu strajku… A właściwie chyba nie można …

latanie

.

Uspokoiłam nastroje końca świata na ile mogłam, zaapelowałam o cierpliwość i zimną krew. Była to pielgrzymka, więc autorytet księdza był mi tarczą … Niestety, tarcza nie działała w zderzeniu z masą innych zdesperowanych pasażerów o wszystkich możliwych kolorach skóry.

Pierwsze podejście

Przed stanowiskami TAP-u wiła się w licznych zawijasach kolejka tysięcy pasażerów. Ja potrzebowałam tylko i aż informacji, co dalej. Bez świadomości, że coś takiego jak punkt informacji nie istnieje, a ta wielokrotnie zawinięta kolejka stoi po wszystko – bilet, hotel, informację – przedarłam się do kontuaru wymachując legitymacją i narażając na porwanie ubrania przez dziesiątki rąk wyciągniętych, aby mnie zatrzymać.

Bardzo znużona, aczkolwiek nadal miła Pani za długim kontuarem z licznymi stanowiskami obsługi, wysłuchała opisu sytuacji i bez mrugnięcia okiem podała mi bony na obiad dla grupy, polecając wrócić za jakiś czas, zapewniając, że ona w tym czasie zajmie się sprawą.

Po części uspokojona przedarłam się przez tłum w kierunku grupy, która obsiadła mnie jak stado sępów w nadziei na szczęśliwy powrót do domu. Zapewniłam, że sprawa jest w toku, jest szansa, rozdałam bony, a ponieważ było już po 12.00 zaprowadziłam grupę na obiad. Sama udałam się ponownie do stanowiska TAP-u.

A tutaj, wobec coraz częstszych ekscesów i rękoczynów znerwicowanych niedoszłych pasażerów, pojawili się policjanci. I całe moje szczęście, bo przy trzeciej próbie wyjścia i wejścia do kolejki zostałabym pobita…

Podejście drugie

Robiąc ostro łokciami przedarłam się do kontuaru i tu okazało się, że podczas mojej nieobecności nasza sprawa została odłożona, bowiem na bieżąco dobijali się inni pasażerowie. Na mój widok Pani z TAP-u westchnęła, sięgnęła po listę i zaczęła bez słowa coś tam klepać w klawiaturę. Mijały minuty, kwadranse, minęła godzina… Aż wreszcie, bez żadnych ustaleń i konsultacji Pani oświadczyła, że możemy lecieć w trzech grupach: pierwsza jeszcze dzisiaj wieczorem przez Brukselę, dwie kolejne jutro rano przez Paryż i Rzym. Po czym zadowolona z siebie zaczęła wprowadzać nazwiska, jak leci, z listy, rozdzielając krewnych, babcię z wnuczką i powodując tego rodzaju rodzinne dramaty.  Była zdziwiona, kiedy zaprotestowałam i poprosiłam żeby się jeszcze wstrzymała, bo przecież muszę skonsultować kto z kim, kiedy i dlaczego 😉 To ona robi mi grzeczność, załatwia loty od ręki a ja marudzę !!! Ostatecznie zgodziła się poczekać, ale ostrzegła, że miejsca uciekają…

Konfrontacja

Przedarłam się za pomocą łokci w drugą stronę i stanęłam przed grupą. Fakt, że była to pielgrzymka pod opieką ukochanego księdza łagodził najbardziej radykalne nastroje, ale nie ustrzegł  mnie przed skumulowanym gniewem. Tym większym, że co bardziej przedsiębiorczy zdążyli już zwrócić się o pomoc do ambasady, skarżąc się na złe traktowanie.  Odpowiedź z ambasady brzmiała: „Dostali Państwo obiad ? Tak? to dobrze. Wszystko jest zgodne z procedurami, trzeba czekać. My nic nie możemy ( czytaj: zamierzamy ) zrobić”. Tak więc porzuceni na obczyźnie bez nadziei i pomocy, uważający, że nic nie robię i zapewne popijam spokojnie kawkę, zamiast zajmować się organizacja powrotu, kiedy dowiedzieli się, że grupa nie poleci razem i musi się podzielić, wpadli w:

a) gniew

b) panikę

c) nieutulony żal, że zostaną pozbawieni opieki księdza

Zgadnijcie !

Wszystkie trzy odpowiedzi są prawdziwe 😉

Po prostu płacz i zgrzytanie zębów.

Stworzyliśmy ostatecznie trzy grupy krewnych i znajomych, każda pod opieka osoby mającej doświadczenie w podróżowaniu. Z taką listą udałam się z powrotem do kontuaru i tu właśnie pewien krewki Brazylijczyk postanowił mi ręcznie wytłumaczyć, że nie można, ot tak sobie, wchodzić bez kolejki. Na szczęście interweniowała policja i skończyło się tylko na lekko poszarpanym ubraniu.

Podejście trzecie

Pani z TAP-u widząc mnie po raz kolejny, uśmiechnęła się z pewnym wysiłkiem i przystąpiła do pracy. Nie będę przedłużać opisując szczegółowo, że w tzw. „międzyczasie” zmieniła się dostępność miejsc i trzeba stworzyć czwartą grupę… Nie ryzykowałam kolejnego wyjścia z kolejki bez biletów. Podejmowałam kolejne decyzje sama, ryzykując rodzinne dramaty 😉

Wreszcie o 21.00 pożegnaliśmy pierwszą grupę, która wyleciała do Brukseli. Zazdroszcząc im, że już są w drodze do kraju udaliśmy się transferem lotniskowym do luksusowego hotelu w dzielnicy Expo. Tymczasem okazało się, że grupa pierwsza nie wyleci z Brukseli, ponieważ tam właśnie zaczął się strajk kontroli lotów… Oni także trafili do luksusowego hotelu. Niestety, w stresie trudno docenić fakt, że być może śpimy w takich warunkach po raz pierwszy i ostatni w życiu… 😉

Nauczyłam się także wtedy, że nie należy usiłować przyspieszyć procesu zakwaterowania w hotelu i pozostawić to obsłudze, która postępuje według sobie znanego algorytmu. Wszelkie próby usprawnienia przynoszą skutek odwrotny…

Noc i poranek dnia drugiego

I tak ok. 1.00 w nocy znalazłam się w pokoju hotelowym. O 4.30 pobudka i transfer na lotnisko, na loty do Paryża, Rzymu i Pragi.

Pełna obaw oczekiwałam na check-in, ale tym razem bez dalszej obsuwy wszystkie grupy wystartowały. Ja wzięłam na siebie Paryż i kosmiczne lotnisko CDG, zwłaszcza, że na przesiadkę było tylko pół godziny. I tu Paryż mnie zaskoczył, po raz pierwszy pozytywnie, ponieważ obsługa czekała, aby nas błyskawicznie skierować do właściwego samolotu.

.

Szczęśliwe zakończenie

A tam na osłodę „suprise” !!! Samolot na overbookingu, więc umieszczono nas w klasie Business, dzięki czemu mogliśmy uczcić szczęśliwy powrót prawdziwym szampanem 😉

*

Dalsza podróż z Warszawy do domu nie pozostawiła żadnych wspomnień… Była po prostu nudna 😉

Post scriptum

Po tych wspólnie przeżytych emocjonujących chwilach, ta właśnie grupa stała się moja najwierniejszą i ulubioną. Podróżujemy wspólnie od lat, z nadzieją na kolejne 😉

latanie

***

Na koniec prośba:

Jeśli spodobał Ci się mój tekst będę wdzięczna za poświęcenie mi chwili uwagi:

·  Odezwij się proszę w komentarzu, to momencik, ale dla mnie to bardzo ważna wskazówka i motywacja.

·  Jeśli uważasz, że wpis ten jest interesujący na tyle, że warto się nim podzielić się z ze znajomymi – udostępniaj śmiało ! Dla mnie to ważny znak, iż ktoś docenia moją pracę. 

·  Bądźmy w kontakcie, jestem na Facebooku / fanpage’u i tu, ponieważ codziennie dzielę się tam nowymi zdjęciami, inspiracjami, ciekawymi opowieściami zasłyszanymi podczas podróży. 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: