Kroniki z czasów koronawirusa

Kroniki zimowe. Listopad – grudzień 2020

Dlaczego powstały „Kroniki z czasów koronawirusa“? Nasz rozpędzony świat zatrzymał się w marcu. Każdy dzień niósł wiele myśli oddających stan zdumionego umysłu. A że wrażenia są ulotne, postanowiłam je utrwalić. Miało być krótko i zabawnie… Pisałam w nadziei, że kiedy wkrótce pandemia się skończy, wrócę do tych zapisków stanów nienormalnych, będzie się z czego pośmiać.  Tymczasem mijają już kolejne miesiące, a ja zapisuję kolejne strony… Przyszedł czas na „kroniki zimowe”.

31 października 2020

Nieuchronnie zbliża się listopad. Prawdopodobnie najsmutniejszy miesiąc roku. Mój Dziadek będąc już w podeszłym wieku, mawiał, że jak przeżyje listopad, to będzie żył kolejny rok.

I nie pomylił się za bardzo.

*

Początek listopada to tradycyjnie czas, kiedy dużo myślimy i mówimy o zmarłych. Jakby tylko wtedy było to możliwe a w każdy inny dzień roku już nie… Ten czas mamy zarezerwowany dla zmarłych, aby odwiedzić ich na cmentarzu. A właściwie to odwiedzić „grób” – posprzątać, odmówić „zdrowaśkę”, zapalić lampkę i dalej jazda w codzienność. Bo rytuały są ważne.

Kroniki zimowe

W tym roku nie ma rytuałów, nie będzie zapalania zniczy. Rok 2020 pozbawił nas kolejnego ważnego święta, ale za to nasi zmarli mogą spodziewać się wizyt w nieoczekiwanych zgoła terminach. To tak w kategorii „szukanie pozytywów” w zalewie negatywów

*

Cmentarze lubię zawsze i od zawsze. Może dlatego wybrałam archeologię, która zajmuje się generalnie cmentarzyskiem ludzkiej cywilizacji.

Kroniki zimowe - cmentarz na Rossie w Wilnie

Lubię cmentarze o każdej porze roku, ale najbardziej teraz, podczas pięknej, złotej, polskiej jesieni. Uwielbiam spacerować alejkami, klucząc i wypatrując co piękniejszych nagrobków, odczytując mozolnie napisy, zachwycając się refleksami światła tworzonymi przez witraże liści. I rozmyślając nad urodą ale i marnością tego świata.

A potem w nocy morze światła unoszące się łuną nad cmentarzem. Kiedy zapalam znicz i patrzę jak płomień powoli, z trudnością obejmuje knot, przygasa i rozwija się, myślę jak nieistotny jest ten jeden pełgający płomyk, a jaką potęgą i żywiołem staje się wśród tysięcy innych podobnych mu małych zniczy.

I takie oto mało pobożne a przecież eschatologiczne myśli mam dla Was dzisiaj wraz z wyborem zdjęć z różnych cmentarzy. Wirtualny wspomnieniowy Dzień Wszystkich Świętych.

2 listopada 2020

Dzisiaj Dzień Zaduszny. Myśli nasze kierują się ku sprawom wyższym, wieczności, zbawieniu i potępieniu, zmarłym… Memento mori…

historie miłosne-upiór

Dni coraz krótsze, wieczory i noce coraz dłuższe… Może macie ochotę posłuchać opowieści o duszach potępionych ? O rzeczach nie z tego świata? Opowieści z dreszczykiem o duchach i zjawach rezydujących w malowniczych ruinach?

Znalazłam kilka takich ciekawych historii – znanych i mniej znanych – niedaleko Lublina. Znajdziecie je w zakładce Polska.

4 listopada 2020

Dzisiaj jakieś takie zgniłe powietrze, jak mawiał mój Dziadek…No cóż – listopad… Klimaty w sam raz na wizytę w jakimś nawiedzonym zamczysku…

historie miłosne-pełnia

Białe czy też czarne damy nawiedzające malownicze ruiny dodają im niewątpliwie atrakcyjności a ich historia wiąże się zazwyczaj z nieszczęśliwą miłością, prowadzącą do samobójczej śmierci, a wraz z nią do piekieł.

Zapraszam więc na wycieczkę szlakiem złamanych serc i potępionych dusz

historie miłosne- czarna dama

9 listopada 2020

Dzień dobry w poniedziałek! Pamiętacie? Same dobre i miłe rzeczy. Na przekór wszystkiemu emitujemy do atmosfery optymizm.

Jak cudownie obudzić się niezbyt wcześnie w poniedziałek!

I nic. Świat się nie wali.

Nadal zdrowa.

Ulubiona kawa z mlekiem… po prostu fantastycznie!

Plany na nadchodzący tydzień? Podbój świata oczywiście! A nie, to jednak nie w tym roku …

No nic, coś się wymyśli zamiast

No i miły kotek dla utrwalenia dobrego humoru

PS. Sama zrobiłam tego mema

.

11 listopada 2020

Dzisiaj ważny dzień, hymn odśpiewany, można już na „spocznij”.

Zapraszam zatem na drugą odsłonę opowieści o wielkiej miłości prowadzącej do zatracenia. Szczęśliwie nie zawsze niespełnione uczucie kończy się śmiercią kochanków, ale niewątpliwe naznacza miejsca nieodpartym romantyzmem.

Oczywiście nie zabraknie akcentu partiotycznego, w duchu Święta Narodowego! Ciekawi ?

Zapraszam do lektury kolejnego wpisu na blogu, jeśli chcecie poznać odpowiedzi na pytania:

Synogarlice i wróble, czyli co było prawdziwą przyczyną kariery Tadeusza Kościuszki w Ameryce?
gdzie znajdziemy 3 w jednym, czyli „laski, piaski i karaski”?
Czy dobrego męża można wygrać w karty?
Sosna w uścisku dębu, durne bagno i inne ciekawostki przyrodnicze Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego

https://travelblog.sopol-lublin.pl/…/milosc-zakleta-w…/

Sosnowica-tabliczka-tadeusz-i-ludwika

14 listopada 2020

Refleksja na sobotę…

Zapowiadał się weekend w stylu 3 K, czyli kawa-książka-kocyk. Ale jest sobota i zaczyna mi to wyglądać na 5K, czyli do zestawu dochodzi jeszcze KUCHNIA i KURZE.

O ile kuchnię można uznać za pewne wyzwanie i skojarzyć z przyjemnością tworzenia wyrafinowanych smaków, ewentualnie jakoś ostatecznie połączyć z kawą, to kurz pozostaje w poważnym dysonansie do reszty polepszaczy nastroju.

Sobota… dzień jazdy na mopie. Dzień zwycięstwa nad kurzem. Krótkotrwały triumf niestety.

Ja tego nie ogarniam moim rozumem. Skąd bierze się kurz? Takie przemieszczające się kłaczki kurzu? Brrr…

*

Ja cierpię podwójnie, ponieważ niestety, oprócz alergii, zdiagnozowałam u siebie kurzo – i okruchofobię w zaawansowanej postaci. Nie potrafię siedzieć przy stole, na którym jest choćby cień okruszków ani przejść nad paprochami na podłodze. Mam niestety bardzo-jasne-prawie-białe płytki, więc widać wszystko, najmniejszy nawet paproch. Nie był to mój wybór, co nie zmniejsza mojego cierpienia.

O ile okruszki nie mają u mnie szans, to z kurzem sromotnie przegrywam. Ja do niego z mopem, a on znika i pojawia się za chwilę ponownie przed moimi oczami.

To nie tak, że walczę z nim tylko w soboty. Parafrazując komedię wszechczasów: „Kierowniczko, czy ja odkurzam? Ja odkurzam cały czas!” Mop na ostrym dyżurze czeka gotowy do interwencji w każdej chwili za drzwiami łazienki.

A kurz się z nas śmieje.

No więc skąd się bierze kurz? Rozmnaża się przez pączkowanie? Raczej wykluczam. Bo przecież ja taki kłak –matkę wywalam co chwila do kibla. Nie ma szans się rozmnożyć.

Doszłam do wniosku, że nierówna walka z kurzem jest największą uciążliwością mojego przedłużającego się pobytu w domu. Kiedyś mi to tak nie przeszkadzało. Kiedy wpadałam do domu na chwilę. Co więcej, nie przeszkadzało także w hotelach, gdzie wycieranie kurzu nie jest priorytetem. Tam umiem patrzeć ponad kurzem. A w domu nie.

To ponad moje zrozumienie.

Zdecydowałam się poddać terapii. Podobno bardzo skuteczna. Polega ona na stanowczym wyparciu kurzu. Zawsze kiedy bierze cię chęć ruszyć do walki z przeklętym wrogiem, trzeba natychmiast położyć się i powtarzać głośno i wyraźnie: „Kurz leży, to i ja sobie poleżę” !!!

Można otworzyć winko!

16 listopada 2020

Dzień dobry w nowym tygodniu! Z nieustającym optymistycznym uśmiechem witam nowy tydzień. Mam nadzieję, że ten troskliwie pielęgnowany optymizm jest choć trochę zaraźliwy? Uśmiechacie się choć troszeczkę? Kącikiem ust chociażby?

Wiem, że powodów do radości nie za wiele, ale przecież zawsze coś tam się znajdzie.

*

Dzisiaj, na początek tygodnia chciałabym przywołać miłe wspomnienie lepszych momentów w złych pandemicznych czasach, czyli przypomnieć spacer po Lublinie w towarzystwie moich przemiłych koleżanek przewodniczek – Jowita Ludwikiewicz ( Rzymskie Wakacje ) i Hanna Dzielinska( Hanka Warszawianka ). Znacie? Pamiętacie? #spacerymiedzymiastowe. Świetna zabawa i dobrze spędzony czas ! Podobno już niedługo będą nowe odcinki!

Zapraszam na nasz spacer po Lublinie. To był słoneczny, upalny wręcz sierpniowy dzień. Lublin pełen turystów ( mimo pandemii), a ja prawie w pracy …

20 listopada 2020

18 listopada obchodzono Międzynarodowy Dzień Sztuki Islamu. Jestem nieco spóźniona, ale piątek to także dobry dzień, aby porozmawiać o islamie, a o sztuce niezależnie od religii, której służyła, warto rozmawiać zawsze.

Temat jest bardzo szeroki, bowiem ze sztuką islamu spotykamy się na Bliskim Wschodzie, w Azji aż po Indie, gdzie najsłynniejszy zabytek kraju – Taj Mahal jest pamiątką po muzułmańskich Wielkich Mongołach. Dalej Malezja, południe Tajlandii, Indonezja. Sztuka islamu towarzyszy nam w północnej Afryce. Wreszcie w samej Europie znajdziemy spektakularne jej przykłady, jak chociażby Alhambra i Wielki Meczet w Kordobie. Sztuka islamu zainspirowała także zachwycający styl mudejar tak charakterystyczny dla Hiszpanii.

*

Ja postanowiłam odświeżyć wspomnienia z Iranu i pokazać sztukę islamu w wersji perskiej. Iran w zbiorowej świadomości jest krajem ultraortodoksyjnie islamskim, a tymczasem w samym Iranie coraz śmielej podnoszą się głosy, że islam nie jest prawdziwą religią Persów…. Został narzucony temu dumnemu ludowi przez abbasydzkich najeźdźców i twórczo zaadaptowany w każdej dziedzinie życia. Wpływ islamu obejmuje bowiem wiele tradycyjnych dziedzin – architekturę, malarstwo, literaturę, muzykę, tkactwo, ceramikę, kaligrafię, obróbkę metali i kamienienia.

Sztuka Iranu to islam nałożony na dziedzictwo Achemenidów i Sassanidów. W pewnym okresie nawet dość nieortodoksyjny, bowiem na freskach w pałacach szachów, arystokracji i zamożnych kupców znajdziemy nie tylko arabeski i rośliny, ale także zwierzęta i o zgrozo ! ludzi. Na dodatek upajających się winem…

Zapraszam na krótki filmik złożony z moich zdjęć, rzucający nieco światła na pojęcie islamu w sztuce Iranu.

Jeśli chcecie dowiedzieć się nieco oto wpis na blogu.

21 listopada 2020

Dzisiaj tradycyjne „dzień dobry” brzmi jak ponura kpina.

Powiem szczerze, że nie znajduję już wielu słów na komentowanie rzeczywistości, w której przyszło nam żyć. Ja się poważnie zastanawiam, czy to na pewno jest świat realny. Może jestem na planie jakiegoś nowego serialu fantasy? Widzę w nim wiele inspiracji serialami tego nurtu, jak chociażby „Dark”, a także „Opowieści podręcznej” czy „House of Cards”.

Niby fantasy, a jednak wszystko to już było. Wspomnijcie film Marka Koterskiego „Dzień świra”. Kolejny prorok naszych czasów. Aż chce się powtórzyć za Adasiem Miauczyńskim: „Qrwa. jprdl”.

Ach i jeszcze mistrz Młynarski; „Co by tu jeszcze spieprzyć panowie, co by tu jeszcze?”

.

23 listopada 2020

Dzień dobry ! Bonjour ! Bongiorno! Bom Dia! Buenas Dias! Hola ! ΚΆΛΉΜΈΡΆ!

Pamiętacie? poniedziałek witamy z optymistycznym uśmiechem i obdarzamy nim innych. Uśmiechacie się choć troszkę?

Ja wiem, że czasy trudne, że „Anuszka już rozlała olej”… Wiem, że powodów do radości nie za wiele, ale przecież zawsze coś tam się znajdzie. Gdybyście jednak nie znajdowali ich w sobie, czy wokół, to ja naturalnie służę życzliwą pomocą.

Dzisiaj o nowopolskim

Zauważyliście, że język polski jest żywy i nadal twórczo rozwijany?

Nie wiem jaki jest Wasz stosunek do neologizmów? Czy „mega”, „sztos”, „zajefajny”, „ogarniać” denerwują cię na równi z „włanczać”i „wzionć”, wpisując się w Twój „Festiwal Natręctw”?

Ja osobiście nie jestem ortodoksyjna w sprawie czystości języka polskiego. Oczywiście nie używam nowych, poręcznych słówek zwracając się od turystów, ale prywatnie lubię i (nad-) używam wiele z nich, np. „ogarnąć”. Bardzo użyteczne słówko.

Nie ma się co jednak ani oburzać ani przyzwyczajać, bo oto idzie nowe !

Czasy mamy niespokojne, co nie pozostaje bez wpływu na współczesny język, który utrwala najistotniejsze sytuacje. Zresztą, czy wymykający się wszelkim definicjom rok 2020, nie wymaga specjalnego, nowego, „pandemicznego” słownictwa?

Nie będę dłużej apartować ani mateuszyć – nie ważne czy będziesz dziwiszyć, górniakować czy wypłaszczać, prędzej zobaczysz respiratory Szumowskiego niż zrozumiesz co się tu odjaniepawla. I nie ma co robić bitwy o Empik – jakie czasy, taki język!

Owocnej rozkminki !

25 listopada 2020

U mnie dzisiaj za oknem słoneczko nastraja pozytywnie. Niestety, termometr zaokienny studzi zapał do jakiejś szczególnej aktywności. Może bliżej południa, jak się ociepli.

A propos „ociepli” – kiedyś to były zimy! Swego czasu spędzałam Sylwestra w Bieszczadach u znajomych, śniegu było po pachy, a temperatury -30 st. Słonecznie. Kiedy dzieciaki znajomych chciały wyjść pobrykać na śniegu, znajomy mówił: „Dobrze, wyjdziecie, jak się ociepli do -15 …

Ja dzisiaj zapraszam do kraju, gdzie jest raczej ciepło, ale miewają także śnieg, ale i -30 st raczej nie powinno wystąpić.

https://deon.pl/po-godzinach/camino-znaczy-droga,1114996

.

27 listopada 2020

Nie wiedzieć kiedy w historiach o przekleństwie Amora, od duchów, zjaw i upiorów przeszliśmy do całkiem realnych ofiar przeklętej miłości. Do postaci historycznych, z krwi i kości, które niespełniona miłość naznaczyła tragizmem.

Na weekend mam dla Was petardę ! Wprost niewiarygodnie dramatyczna opowieść o braku miłości, a przy tym bardzo na czasie, bo traktuje o sytuacji kobiet w Rzeczpospolitej Obojga Narodów a także o poszanowaniu prawa międzynarodowego.

Wydaje ci się, że masz ciężko w życiu? Posłuchaj proszę o kobiecie, która miała pecha urodzić się w najzamożniejszym rodzie ówczesnej Rzeczpospolitej.

Zatem:

Dlaczego pieniądze szczęścia nie dają ?
król opiekunem panny na wydaniu, czyli jak władza troszczy się o poddanych
Od przybytku głowa nie boli, czyli trzy niechciane małżeństwa Halszki z Ostroga
bandyta nie banita, czyli morderstwo za granicą nie liczy się do CV?

Posłuchajcie o Halszce z Ostroga

.

30 listopada 2020

Dzisiaj Andrzejki, więc czas na zabawę i wróżby. Proponuję jednak lanie wosku, ustawianie butów czy wróżenie z fusów po kawie we własnym zakresie. Ja mam dla Was na poprawę humoru w poniedziałek interesującą zabawę. Lubicie quizy, zagadki, testy? Oczywiście, że lubicie.

Oto prosty test psycho-emocjonalny, który może ujawnić wiele interesujących informacji o Tobie.

Mnie bardzo poprawił humor i pozwolił z optymizmem popatrzeć na moją aktualna sytuację. Dlaczego? O tym później. Na razie nie zdradzę swojego wyboru. Zrób to sam!

*

Który spośród 21 ludzików przyciągnął twoją uwagę?

Wybierz jednego ludzika a potem sprawdź opis, który zamieszczam poniżej (specjalnie ukryty, żeby się nim nie sugerować )

Czy Twój opis zgadza się z tym jak postrzegasz siebie?

Ciekawa jestem Waszych wyborów ! Napiszcie proszę w komentarzu.

„Podaj mi numerek, a powiem Ci kim jesteś”

Wróżka Margarita
*

2 grudnia 2020

Słoneczne choć mroźne „Dzień dobry„!

W poniedziałek zmieściłam test-zabawę psycho- emocjonalną. Wydawała mi się ciekawa. Ja osobiście uwielbiam testy, quizy i tego rodzaju zabawy i nie mogę im się oprzeć. Inna rzecz to interpretacja wyniku.

Test wydał mi się na tyle interesujący, że zainspirował mnie do pewnych przemyśleń. Dlatego też byłam ciekawa Waszych odpowiedzi -na ile Twój wybór pasował do Ciebie ?

Odpowiedzi w zasadzie nie otrzymałam, co skłania mnie do następujących wniosków:

a) większość moich znajomych na FB to indywidualistyczni ponurzy introwertycy spod numerów 9, 19 i 4, którzy nie są skłonni dzielić się czymkolwiek, choćby opinią

b) nikt nie czyta moich wpisów, bo są nudne / głupie / infantylne /

c) kobieto, nikt nie ma czasu na głupoty, kiedy w naszym pięknym kraju tyle się dzieje i świta jutrzenka swobody.

*

Niezależnie od Waszej motywacji, moje wnioski są dość przygnębiające. Mimo to chciałam podzielić się moimi przemyśleniami, ponieważ natchnęły mnie do pozytywnego myślenia o tu-i-teraz.

Ja wybrałam numer 15 – motywowany pięknem drogi do sukcesu, a nie samym sukcesem. Jest ciekawy nowych rzeczy, nowych doświadczeń, poznawania ludzi i uczenia się od każdego.

To po prostu moja droga życiowa w dwóch zdaniach! Ciągle do przodu! Ciągle w pogoni za tym, co dalej za horyzontem, bez oglądania się za siebie, bez zbędnych żalów. Coś się kończy, coś się zaczyna i poszukiwanie nowej drogi nadaje sens życiu. Droga sama w sobie, poznanie, wysiłek włożony w jej przebycie.

.

Nigdy nie ma końca drogi, są tylko kolejne etapy, otwierające nowe horyzonty, nową panoramę doznań, przeżyć, kontaktów. Niezaspokojony głód poznawania.

Nie sukces, ale droga do niego staje się sensem życia.

Toczący się kamień nigdy nie pokryje się mchem.

*

To zdanie natchnęło mnie pozytywną myślą, że oto droga nadal trwa. To, że siedzę w domu i nie poruszam się realnie po świecie, wcale nie oznacza, że się zatrzymałam i stoję w miejscu, a sukces ( cokolwiek miałoby to znaczyć) oddala się. Nie, ja jestem nadal w drodze, tylko, że wygląda ona inaczej. Już nie jest linearna – z punktu A do B. Teraz to raczej droga przez wymiary piękna, zagadnienia do zgłębienia, ciekawostki do doczytania, języki do szlifowania. Kupka książek jakoś nie maleje, nie nadążam z ilością webinarów, spotkań video, prelekcji, „live-ów”.

Ten kolejny zakręt mojej drogi wydaje mi się pełen wyzwań i obietnic. Tyle jeszcze rzeczy do poznania!

Przestaję więc sobie robić wyrzuty, że marnuję czas. Jeszcze nie czas startować na posadę w Żabce.

To mój czas, tak samo ważny jak inne etapy podróży przez życie.

.

6 grudnia 2020

Jak tam Kochani ? Byliście grzeczni w tym roku? No raczej, bo nie było za bardzo kiedy, gdzie i jak nagrzeszyć ? Ale, ale… a może przeklinaliście troszeczkę ***** *** ? Może jakimś piorunem rzucaliście ?

Oj, nieładnie! szczególnie dziewczynki ! Grzeczne dziewczynki nie przeklinają, nie awanturują się ( podobnie jak goście w krawacie). Ale w sumie… Nieważne…

Dzisiaj mam dla wszystkich dzieci i nie-dzieci opowiastkę o Świętym Mikołaju, a w niej:

Patara ? Może raczej Patras ? Czyli czy św. Mikołaj był Turkiem ?
porada dla ojców panien na wydaniu, jak rozwiązać problem braku posagu
kreatywna księgowość w wersji św. Mikołaja, czyli cud ze zbożem
Kto złamał nos biskupowi Myry?
Czy Św. Mikołaj był kiedykolwiek w Rovaniemi?
Jak to widzą Baskowie?

Niestety, znów się rozpisałam, to jest zaledwie połowa historii. Tak więc ciąg dalszy musi nastąpić…

Cudownych prezentów Wam życzę !!! ( mam nadzieję, że kurier się nie spóźnił )

.

9 grudnia 2020

Mam dla Was dwie wiadomości – dobrą i złą !

Dobra – to już ostatni miesiąc pandemicznego roku 2020.

Zła – jakoś niewiele dobrego z tego wynika… Ba! nawet coś przebąkuje się o trzeciej fali.

Wirus nadal nie chce ustąpić, a jedynie wykonuje jakieś sinusoidalne ruchy, które inspirują nasze władze do heroicznych działań. A to zakupy anonimowemu emerytowi dostarczą, a to górali na chwilę pocieszą, a to kolejną ustawę do natychmiastowej poprawki uchwalą …

*

Nie lękajcie się jednak, bo jesteśmy w dobrych rękach. W końcu nasz premier ogłaszanie końca pandemii ma już przetrenowane. Jest szansa, że sprawdzi się przysłowie: „Do trzech razy sztuka”.

A tymczasem …. Ferie skrócone, wyciągi otwarte, hotele zamknięte a na horyzoncie zamknięcie granic, narodowa kwarantanna i paszporty do Europy.

Czego nie rozumiesz? Ja widzę sens w tej strategii pozornie nieprzemyślanych działań. Miesięczne zatrzymanie w domach ( święta+ ferie) muszą doprowadzić do wielkiego wybuchu, a wtedy ratuj się kto może! polsko-polska wojna na całego!

I super! Niech wygra lepszy i silniejszy. Dzięki temu wyselekcjonuje się jedynie zdrowa tkanka naszego narodu, która z dużym prawdopodobieństwem zwalczy każdego wirusa z hasłem: „Bóg, honor, ojczyzna” na ustach.

*

Ale zanim to nastąpi mam dla Was kolejną porcję antydepresantów w postaci filmów i seriali w szerokim wyborze gatunków. Pamiętacie być może, pisałam nie tak dawno, iż badania amerykańskich naukowców wykazały, że ci, którzy oglądają dużo horrorów, thrillerów i filmów postapokaliptycznych łatwiej znoszą pandemiczne ograniczenia i są bardziej odporni na depresję. Dlatego główny nacisk kładę na te produkcje, choć nie tylko.

Obejrzałam za Was nową porcję i spieszę donieść, jaki, moim zdaniem, filmowy lek zastosować. Zacznę od najłagodniejszych

Seriale, seriale…

Gambit Królowej

Zaczynam od serialu Netflixa, który cieszy się do pewnego czasu zasłużoną sławą i doczekał się już wielu recenzji. Ja nie będę analizować gry aktorskiej ani dbałości o szczegóły, ja badam jedynie przydatność tego serialu jako antydepresanta. I co widzę?

Do tej pory nie byłam pasjonatką szachów i nie zdawałam sobie sprawy, że ta gra oraz szachowe turnieje mogą być aż tak pasjonujące! Jeśli więc uważasz, że twoje życie jest jałowe i pozbawione emocji, po prostu zainwestuj w szachy! Jak widać – każdy sport jest dobry.

Uwaga nr 2 – nie ma takiego dna, od którego nie można byłoby się odbić. Vide – główna bohaterka.

Na dodatek cały świat zobaczył kamienną twarz i perfekcyjnie ascetyczne aktorstwo Marcina Dorocińskiego. Obawiam się jednak, że większość widzów przyjmie za pewnik, że jest on naprawdę Rosjaninem.

*
Ukryta gra

Idąc za ciosem – kolejny film o szachach na Netflixie. Tym razem radziecko-amerykański turniej szachowy w Warszawie czasów zimnej wojny i konfliktu kubańskiego. Dobre, sprawne kino z Billem Pulmannem, którego bardzo lubię, w roli geniusza-degenerata.

Jest kilka śmiesznostek w przedstawieniu Warszawy czy obozu komunistycznego, co dziwi, zważywszy na to, że większa część ekipy filmowej to Polacy. Mnie najbardziej rozśmieszyła scena, jak Rosjanie stoją w kolejce do windy. Ale poza tym dość emocjonująca gra.

*
Od nowa

Tym razem HBO Go. Mimo brutalnego morderstwa, smakowite i wciągające, dzięki fantastycznemu aktorstwu. Oto Nicole Kidman, jako odnosząca sukcesy terapeutka, której idealne życie z dnia na dzień wywraca się do góry nogami, kiedy jej mąż, ceniony pediatra, Hugh Grant, znika, a następnie zostaje oskarżony o zamordowanie kochanki. Podwójny szok! Niestety, na twarzy Nicole Kidman nie zobaczycie najmniejszego grymasu ( botoks nie pozwala ), ale za to grają oczy. Kolejny szok – podstarzały Hugh Grant, wreszcie w innej roli niż uwodzicielski amant czy to w wersji nadwrażliwca z filmu „ Cztery wesela…” czy to atrakcyjny dupek z „Bridget Jones”.

Niestety, koniec jak dla mnie rozczarowujący, jakby scenarzyści spieszyli się, by jak najszybciej zamknąć temat. Moim zdaniem zabrakło finezji w końcowych dialogach i wyjaśnieniu motywacji bohaterów. Ale i tak warto. Tylko 6 odcinków.

*
Ku jezioru

Rosjanie kontratakują, czyli bardzo dobra rosyjska produkcja Netflixa. Mocna! Bardzo mocna.

Wydaje Ci się, że pandemia przewróciła Twoje życie do góry nogami? Zmienisz zadanie już po pierwszym odcinku. Serial powstał w 2019 roku, kiedy nikt jeszcze nie słyszał o światowej pandemii śmiertelnego wirusa. To czyni ten serial jeszcze bardziej przerażającym. W ogóle wydaje mi się, że poprzeczka okrucieństwa i strachu została zawieszona na zupełnie innym, jakby nie-europejskim poziomie wrażliwości. Źródłem przerażenia nie są potwory, ale ludzkie reakcje, a właściwie zwierzęce reakcje ludzi w obliczu zagrożenia.

Dobrze, nie będę więcej spojlerować, powiem tylko, że zakończenie mnie absolutnie nie usatysfakcjonowało. Akcja zwolniła do słodkiego niemalże „i żyli długo i szczęśliwie” po czym nagle przeszła do wielkiego BUM! z napisem „ciąg dalszy nastąpi”. Niestety.

Dlaczego „niestety”? Jest to jeden z tych seriali, które oglądasz z myślą, że na szczęście możesz go w każdej chwili wylączyć, aby przerwać koszmar, ale jednocześnie czekasz niecierpliwie na następny odcinek.

*
Kierunek: noc

Ciekawostka – belgijski serial Netflixa z polskimi akcentami. Inspiracją dla powstania „Kierunku: Noc” jest powieść „Starość aksolotla” Jacka Dukaja. Pisarz sam zaangażowany był w proces produkcji, chociaż w gruncie rzeczy zaczerpnięto z niej wyłącznie sam pomysł błyskawicznego unicestwienia ludzkości, a także anegdotę o samolocie okrążającym Ziemię po zaciemnionej stronie. Jeśli szukacie Dukajowskich rozważań nad temat transhumanizmu i technologii, to jednak nie ten adres. Jeśli macie ochotę na klaustrofobiczny dreszczowiec z apokalipsą w tle, zapraszamy na pokład.

Oprócz Jacka Dukaja wśród ekipy pracującej nad serialem znaleźli się też Tomasz Bagiński w roli producenta wykonawczego i Ksawery Szlenkier, który wcielił się w jedną z głównych ról. I jeszcze małe zaskoczenie na koniec.

Nadchodzący koniec świata, widmo śmierci, utrata bliskich, klaustrofobiczne miejsce, niebezpieczna walka z czasem rodzą najprzeróżniejsze reakcje – po prostu wspaniała okazja na epicką psychodramę. Niestety – wyszła taka trochę lipa.

Czytałam, że serial od połowy wciąga i może tak jest, planowany jest bowiem drugi sezon. Mnie, powiem szczerze, głownie irytował z powodu absolutnie nieracjonalnych zachowań bohaterów,. Poza tym dialogi są drewniane, a autorzy scenariusza czynią dość dramatyczne próby, aby zniuansować postaci charakterologicznie. Obejrzałam do końca z zawziętości i … otrzymałam zabawną nagrodę w postaci…? Musicie sprawdzić sami.

***

A w ramach bonusa coś lżejszego kalibru dla wielbicieli wielkiej historii i pełnego przemocy naparzania się w błocie.

Barbarzyńcy

Niemiecka produkcja Netfixa z „zupełnie innej bajki”. Chociaż sądzę, że zagładę 3 legionów i utratę orłów legionowych można w pewnym sensie uznać za rodzaj Apokalipsy.

Nie wiem, czy polecać, bo mnie ten mini-serial trochę rozczarował. Ale kto mnie zna, ten wie, że jestem pasjonatką tematu, więc może miałam zbyt duże oczekiwania. Walki Rzymian z plemionami germańskimi i spektakularna klęska Warusa w Lesie Teutoburskim, to jeden z moich ulubionych momentów historii z „czasów rzymskich” i doskonały materiał na emocjonującą fabułę. Taką germańską Grę o tron. Produkcja jest jednak niemiecka, więc emocji, suspensu i finezji tutaj mniej więcej tyle, ile i humoru ( niemieckiego oczywiście). Jest za to także pedantycznie niemiecka dbałość o szczegóły.

Dotyczy to kostiumów zarówno rzymskich, jak i germańskich, jest wiele autentycznych detali, rekonstrukcja wioski germańskiej ( trochę mała jak na siedzibę wodza Cherusków, ale to może braki budżetowe ). Germanie mówią po niemiecku a Rzymianie po łacinie, co niektórych widzów zachwyciło. Niemiecki jest współczesny, a łacina brzmi co najmniej dziwnie, nie tak mnie uczono w szkole i na studiach. No, ale to język martwy, więc nikt nie wie jaka była wymowa.

Pomijając drewnianych bohaterów ( wymyślonych i autentycznych ), trzeba powiedzieć, że serial opiera się o historyczne źródła, jak „Roczniki” Tacyta, „Historia rzymska” Kasjusza Diona czy „Geografia” Strabona.

No cóż, moim zdaniem ostateczna bitwa w Lesie Teutoburskim warta przebrnięcia przez 6 odcinków.

Można także poczytać o kampanii Warusa w Internecie i włączyć jedynie ostatni odcinek pomijając komiksową akcję kradzieży orła legionowego.

***

Z ostatniej chwili !!!

Dosłownie wczoraj w nocy odkryłam coś nowego na HBO Go, totalnie odlotowego, pomieszanie Carpentera ze wszystkimi możliwymi ikonami gatunku kina grozy. Od „Egzorcyzmów Emilie Rose” po „Oszukać przeznaczenie 5”. To hiszpańska odpowiedź na „Egzorcystę”, która nosi tytuł „30 srebrników”. Pokazały się dopiero 2 odcinki a ja już czekam na przynajmniej 20 kolejnych, chociaż początek nie był zachęcający – krowa rodzi ludzkie dziecko, które wkrótce zamienia się w … Hiszpanie naprawdę potrafią straszyć, zapewniam. To bardzo dobre lekarstwo na strach przed rzeczywistością – żyć strachem innych.

„El mal tiene un precio” … son 30 monedas de Judas. Hasta la vista padre Vergara!

.

11 grudnia 2020

Dzień dobry w piąteczek!

Zgodnie z obietnicą, na weekend mam kontynuację opowieści o Św. Mikołaju. Temat niby stary, znany i zgrany, ale założę się, że potrafię Was jeszcze czymś zaskoczyć! Oto garść rewelacji i odpowiedzi na pytania:

Gdzie wyemigrował Św. Mikołaj w obliczu najazdu muzułmanów na Azję Mniejszą?
Co to jest furta sacra?
kolejny cud Św. Mikołaja, czyli Mikołajki dwa razy w roku
jaki płyn tak naprawdę daje nam św. Mikołaj i czy na pewno jest to coca-cola?
Czy wiesz, że możesz spojrzeć w twarz św. Mikołaja?
jaka była ostatnia wola Św. Mikołaja?
czy Św. Mikołaj rozmawiał z Turkami?
co na to wszystko Grecy?

Moje informacje na temat Bari i jego tradycji pochodzą nie tylko z lektury ale przede wszystkim z najlepszego źródła, czyli od Joanna-przewodnik Licencjonowany Apulia

14 grudnia 2020

Znowu poniedziałek, co oznacza, że zaczyna się kolejny tydzień z mojego życia „zamiast”.

A że pogoda była typowa dla jesienno-zimowej Polski, czyli w Krakowie na Brackiej pada deszcz, a w Zakopanem śnieg, to u mnie deszcz ze śniegiem. Dobry czas na wspomnienia i nadrabianie zaległości przed komputerem. Postanowiłam usystematyzować nieco moje Kroniki z czasów koronawirusa, czyli przelać najważniejsze treści z Facebooka na blog.

Wydarzenia ostatnich miesięcy, spostrzeżenia, polecenia, zaproszenia wiszą gdzieś na mojej ściance na FB, bo w internecie podobno nic nie ginie, tylko znika w zalewie nowych, ważniejszych i bardziej aktualnych wpisów. Ale to, co stało się przeszłością, było ważne dla mnie w danym momencie, więc jako takie, godne jest utrwalenia przez sumiennego kronikarza.

Do sumienności mi daleko, ale chłód, drzewa przyginane wiatrem i ponury krajobraz bez śniegu za oknem sprzyjają nadrabianiu zaległości. Praca nad  podsumowaniem kilku ostatnich miesięcy w „Kronikach z czasów koronawirusa” trwa.

https://travelblog.sopol-lublin.pl/category/kroniki-koronawirusa/

.

16 grudnia 2020

Odkąd narzuciłam sobie przymusowo pozytywne poniedziałki, czuję, że najdalej w środę muszę odreagować … Tak więc dzisiaj coś „na nie”, czyli książki, które polecam jako podkładki pod krzywy stół.

Robert Ludlum „Klątwa Prometeusza”

Pewnego dnia wyszperałam ją w biblioteczce u znajomej i dorzuciłam do sterty innych, które zamierzałam pożyczyć z myślą o długich zimowych wieczorach bez telewizora. Tak, tak, istnieją jeszcze na świecie osoby, które pożyczają książki … Pamiętałam, że Ludlum to „ojciec” Bourne’a, którego niegdyś się całkiem nieźle ogladało ( Matt Damon), na okładce wypisane jak byk, że „mistrz gatunku nazwanego thrillerem spiskowym”. W młodości zdaje się połykałam jego kolejne powieści… Pomyślałam, że tę także „łyknę” na rozgrzewkę przed czymś poważniejszym.

*

Akcja zaczyna się w Waszyngtonie, a potem mamy reminiscencje z Tunezji. Oszczędne opisy tych miejsc nie zapowiadały nadciągającego dramatu. Poczułam pewien dyskomfort, kiedy główny bohater, najlepiej wyszkolony agent jakiego nosiła ziemia, przeżywa ataki paniki, poci się nadmiernie i zdradza reakcje absolutnie nieprofesjonalne. Taka maniera pisarska – pomyślałam – przejdzie mu. Ale wkrótce akcja przeniosła się na Costa da Morte w hiszpańskiej Galicji i tam dopiero zaczął się festiwal absurdu.

Tak się złożyło, że nasz super agent opuszczał w pośpiechu okręt-magazyn z bronią powodując katastrofę ekologiczna na miarę zatonięcia tankowca Prestige, w towarzystwie przypadkowo poznanej agentki Mosadu. Wylądowali szczęśliwie, ukradli ciężarówkę i planowali dostać się do Santiago de Compostella na lotnisko Labacolla. Niestety droga z Finisterry była praktycznie nieprzejezdna, tamowały ją nieprzebrane ilości „fanatycznych pielgrzymów” ( ups!). To, że są to pielgrzymi nasz super agent bezbłędnie rozpoznał po muszlach, które mieli ze sobą.

Mimo problemów, nasza dobrana para znalazła się przed katedrą na Praza do Obradoiro ( „wiecznie zatłoczonym”), po czym bohater skierował swoje kroki do egzotycznego ogrodu, wokół katedry. No i to już przelało czarę mojej cierpliwości. Jeśli kiedykolwiek byłeś w okolicach katedry św. Jakuba w Santiago de Compostela wiesz, że to kamienna pustynia, a egzotycznej roślinności najlepiej poszukiwać na kamiennych portalach prowadzących do wnętrza świątyni. W tym momencie, na 144 stronie zaledwie, rozeszły się nasze drogi, tzn. moja i wybuchowej pary bohaterów. Coś we mnie pękło i cisnęłam książką na oślep. Rozumiecie sytuację? Żeby książką rzucić? Wpadła za sofę i pewnie by tam poleżała, ale przypomniałam sobie, że pożyczona.

*

Powiedzcie mi, czy ja się czepiam, czy wymagam za dużo od „mistrza gatunku”- jeśli lokuje akcję swojego dzieła w konkretnym miejscu, to czy nie powinien pokusić się o doprecyzowanie szczegółów? Niechże super-agenci wypełniają swoje misje w jakiejś bananowej republice albo na Atlantydzie – wtedy proszę bardzo – licencia poetica, jak najbardziej. Ale taka obraza inteligencji średnio uważnego czytelnika !?

No i wtedy sobie przypomniałam, że wtedy w dzieciństwie nie czytałam Ludluma tylko Alistaira MacLeana (!!!!), mistrza precyzyjnego umieszczania akcji w historycznych realiach…

Ale już sama nie wiem, czy odważyć się na kolejną konfrontację z „mistrzem gatunku” tym bardziej, że nie mam pod ręką niczego pióra MacLeana… Także nici z rozgrzewki, biorę się za kolejną cegłę 800 stron. Rzecz dzieje się w Barcelonie, na szczęście średniowiecznej, więc może nie będzie powtórki z Ludluma.

.

17 grudnia

Krew Św. Januarego się nie skropliła,

21 grudnia koniunkcja Jowisza i Saturna, pierwsza od 800 lat

od 28 grudnia zapaść narodowa… tzn. kwarantanna

Rok 2020 nie odpuszcza.

Nie zdziwię się jeśli po 31.12.2020 nastąpi 01.13.2020 …

.

19 grudnia 2020

Idą święta….

Wszelkie znaki na niebie i ziemi to potwierdzają. Te na niebie to takie, że ciemno się robi po 15.00, a te na niebie i na ziemi to takie, że spadł już pierwszy śnieg. Poleżał chwilę, zamanifestował swoją obecność na samochodzie koniecznością odśnieżania i znikł, obiecując, że wróci na Wielkanoc.

Są jeszcze znaki na ziemi. U mnie konkretnie w łazience. Końcówki kremów, luksusowych peelingów i płynów do kąpieli wyraźnie sygnalizują, że święta tuż-tuż.

No i przetarły mi się mikołajowe ulubione domowe skarpety… Już czas ubierać choinkę!

A Wy czujecie już Święta?

.

21 grudnia 2020

Poniedziałek. Oto jesteśmy na ostatniej prostej do Świąt Bożego Narodzenia, które w tym roku potrwają 4 dni! ( Wigilia, Pierwszy Dzień Świąt, Drugi Dzień Świąt plus w bonusie niedziela ).

Czyli nie będzie łatwo…

Wigilia, wiadomo – dzień postny, czas oczekiwania. I super, pełen entuzjazm, radość gdzieś do trzecich śledzi, potem … już tylko oczekiwanie na karpia. Tak się składa, że moja rodzina jest śledziowa, więc ilość tradycyjnych potraw częściowo zastępujemy różnymi rodzajami śledzi. Na szczęście groch z kapustą został wyeliminowany już jakiś czas temu, gołąbków wigilijnych nigdy u nas nie było, więc nie ma za dużo „napychaczy żołądka”. Mimo tego drobnego oszustwa i tak później jest trochę kłopot, aby dotrwać bez płaczu do karpia. Na szczęście po drodze są kolędy i prezenty.

A karp to podstawa! Abstrahując od wartości duchowo-religijnych to właśnie karp jest dla mnie kwintesencją Wigilii. Ja wiem, że to tradycja PRL-owska i w ogóle, ale co poradzę, że lubię i jadam tylko raz w roku – w Święta Bożego Narodzenia ( tzn. Wigilię i pozostałe dni świąteczne dopóki się nie skończy ).

Radość o poranku, czyli sute śniadanie pierwszego dnia Bożego Narodzenia. Siadamy późno i śniadamy długo, więc praktycznie nie jemy tego dnia obiadu ( może barszczyk z Wigilii, jeśli został, no i naturalnie karpik ). A potem zaczynają się dożynki…. na stół wjeżdżają ciasta naprzemiennie z owocami na trawienie plus inne wspomagacze procesów trawiennych. Wigilia u nas jest postna, ale za to w Boże Narodzenie już do śniadania nasz Senior otwiera swój sezam, który nie ma dna…

Spacer tego dnia zależy od pogody, ale partyjka remika jest u nas obowiązkowa.

Dzień drugi, czyli „jedz, jedz, bo się zepsuje”

Jeśli chodzi o stół to drugiego dnia każdy stara się go mijać szerokim łukiem… no chyba, że pada hasło „To może partyjkę?”Generalnie wszyscy przeżarci reagują nerwowo na wszelkie propozycje kulinarne. No i teraz wyobraźcie sobie pandemoniczny dzień trzeci Świąt, czyli rzeczona niedziela !!! Masakra i trup ściele się gęsto. Ale wiadomo – to rok 2020 !

A teraz zabieram się do sporządzenia „kartki”, żeby to wszystko ogarnąć. „Kartka” to podstawa wszelkich przedświątecznych działań. To podstawa sukcesu. Właściwe już samo zrobienie „kartki”, czyli listy koniecznych działań i niezbędnych zakupów, a następnie graficzne ich rozrysowanie na poszczególne dni tygodnia, sprawia, że w zasadzie temat organizacji Świąt uważam za załatwiony.

*

Reszta to banalnie proste, rutynowe działania począwszy od jazdy na mopie a skończywszy na pieczeniu ciast, ze szczególnym uwzględnieniem mazurka. Ano tak, to kolejna specyfika naszej rodziny – uwielbiamy mazurki na kruchym cieście w związku z tym nie ma różnicy czy Boże Narodzenie czy Wielkanoc – mazurek pomarańczowo-bakaliowy musi być.

A Wy macie już swoją „kartkę” ?

Na ostatnie dni oczekiwania mam dla Was coś ładnego – Maranatha! ( ‘Panie przyjdź” )

.

23 grudnia 2020

Czas leci jakby go goniła wirusowa gorączka. Abstrahując od zarazy, zauważyliście, że grudzień dzięki dodatkowym przed- i świątecznym atrakcjom wydaje się być najkrótszym miesiącem roku?

Tak czy inaczej już za chwilę święta Bożego Narodzenia. Chcecie wprowadzić się w świąteczny nastój, a przy tym odbyć podróż dookoła świata?

Nieoceniony gigant pracy, czyli Hanna Dzielinska, zebrała relacje kilkunastu przewodników i pasjonatów o tradycjach świątecznych w ich krajach lub regionach. Ubrała to w piękną szatę graficzną i tak powstał kolorowy i niemalże pachnący świętami ebook „Magia świąt. Tradycje, zwyczaje, przysmaki”, który ma… 91 stron! Jest co czytać!

Oprócz ciekawostek związanych ze świętami Bożego Narodzenia, są tam też pastorałki, kolędy do posłuchania, prezentowniki i inne cuda. A na koniec Jowita Ludwikiewicz @rzymskiewakacje podpowiada jakie wino dobrać do kolejnych bożonarodzeniowych dań aby wspomóc nasze biedne żołądki.

Bierzcie za darmo:

*

Ja napisałam, jak to drzewiej bywało na Lubelszczyźnie i podpowiadam czego absolutnie NIE WOLNO ROBIĆ w Wigilię.

zaspać, czy wylegiwać się do późna w łóżku
ucinać sobie drzemki w środku dnia
niczego pożyczać ( komuś )
niczego zszywać
okazywać złego humoru
odkładać łyżki w czasie wieczerzy wigilijnej

Należy:

zaprosić do wigilijnego stołu parzystą liczbę osób
oprócz opłatka i sianka umieścić na stole czosnek i miód
wypatrywać mężczyzny jako pierwszej osoby, którą zobaczymy w Wigilię

Dlaczego ? przeczytacie w e-booku. Pamiętajcie, jaka Wigilia, taki cały rok !

*

Przedstawiam Wam także przodka choinki – podłaźniczkę. Mamy w Lublinie piękny i dorodny egzemplarz, który wita wszystkich wchodzących przez Bramę Krakowską na Stare Miasto.

.

24 grudnia 2020

Życzenia świąteczne w tym roku mogłyby brzmieć: „Wszystkiego lepszego !”… Takie czasy, taki rok, takie nastroje … Pandemonium 2020.

Na przekór temu wszystkiemu jednak życzę Wam, aby te Święta Bożego Narodzenia były wyjątkowo radosne i pełne serdeczności. Jakkolwiek będziemy ją sobie okazywać. Oby światło, które do nas przyjdzie rozświetliło mroczne myśli, rozproszyło smutki.

Ruszajmy więc za Gwiazdą Betlejemską, czy tez koniunkcją Jowisza i Saturna, jak kto uważa, bo na końcu tej drogi już dzisiaj czeka na nas wcielenie dobra i miłości.

Nadziei, dobra i miłości! Radosnych Świąt Bożego Narodzenia !

.

26 grudnia 2020

Jak to naprawdę było z Bożym Narodzeniem… Dzieci wiedzą lepiej!

.

28 grudnia 2020

I oto nadszedł on – poniedziałek po 4 ( czterech ) dniach świąt… Jakby mało było nieszczęścia na świecie… Niby wiesz, że koniec laby, trzeba się wziąć do pracy (jakiej? ), albo chociażby za jakieś podsumowania. Prawdę mówiąc czas między Świętami a Sylwestrem, odkąd pamiętam, był dla mnie najbardziej depresyjnym okresem roku, a obecnie wszystko liczy się razy 2020…

kroniki zimowe

Miłego ostatniego, ( na szczęście ) krótkiego tygodnia roku 2020!

.

29 grudnia 2020

Trzy dni do końca pandemicznego roku 2020. Niestety, ten koniec nie przynosi nic oprócz zmiany cyfry…

Zgodnie z tradycją ostatnie dni roku poświęcamy na porządki i podsumowania. Wydawałoby się, że materiału do resume niewiele, ale jednak sama jestem zaskoczona wspomnieniami z lata 2020.

Oto one.

.

31 grudnia 2020, Sylwester

Ta dam!!! Oto rok 2020 zamykam okrągłym 150-tym wpisem z cyklu „kroniki z czasów koronawirusa”.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że będą one miały swoją kontynuację w 2021, bowiem koniec roku 2020 oznacza jak na razie jedynie zmianę cyferki z tyłu a nie jakąś jakościową zmianę w naszym życiu.

Nie czas na żale, nie czas na głupie obietnice, kiedy tak niewiele zależy od nas. Przyjmijcie ode mnie krótkie podsumowanie pandemicznego roku w formie memowo-filmowej. Mam nadzieję, że mimo wszystko wywoła ono uśmiech na Waszych twarzach ( uśmieszek? prychnięcie chociażby?).

Miłego pożegnania 2020!

*

Więcej Kronik z czasów koronawirusa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: